Jak można dostać się do Paryża, nie korzystając ze środków transportu, siedząc lub leżąc na kanapie? Można w bardzo prosty sposób – czytając. Jest wiele książek, które zabierają nas w najróżniejsze zakątki świata i opisują nam poszczególne miasta, ulice, obiekty, ludzi, styl życia, jedzenie, miejski gwar, historię, problemy. Możemy wraz z bohaterami przecierać szlaki, odwiedzać knajpy, włóczyć się po ulicach, podziwiać okolicę.
Wspominałam już o „Łuku Triumfalnym”, którego autor zabrał nas na spacery wokół monumentu, a dziś chciałabym wspomnieć o lekturze, od której większość z nas w liceum odwracała wzrok. Komu się chciało czytać taką kolubrynę?
Okazuje się jednak, że Bolesław Prus, stworzył kolejny przewodnik po Paryżu, w którym bardzo plastycznie oddaje jego atmosferę. Przytacza konkretne nazwy miejsc, w których osadza bohatera. Podobnie jak w przypadku powieści Remarque’a, tak utworem Prusa możemy posłużyć się jako przewodnikiem. Dzięki dokładnym opisom zawartym w książce możemy stworzyć plan topograficzny miasta. Opisuje konkretne miejsca, które widział jego bohater.
Autor traktuje Paryż jako ucieczkę od zapomnienia. Wysyła tam swojego bohatera z nadzieją, że zapomni o nieszczęśliwej miłości, że opuści go stan przygnębienia i rozdarcia:
Wokulski spostrzega, że znów jest noc, i znowu zapada w stan, który może być snem, a może tylko utratą przytomności. Ma oczy zamknięte, pomimo to myśli, że śpi i że ten dziwny stan zobojętnienia opuści g w Paryżu. „Paryż!…Paryż!… (mówi sobie ciągle śpiąc). Wszakże od tylu lat o nim tylko marzyłem. To przejdzie… Wszystko przejdzie!…
Podobnie jak Remarqe opisywał spacery Ravika i Joanny, tak Prus uszczegóławiał wędrówki Wokulskiego, zaczynając od samego początku, kiedy to Suzin relacjonował Stachowi podróż:
Patrzaj – mówi Suzin – to ulica Lafayette, a ot bulwar Magenta . Jedziem wciąż Lafayettem aż do hotelu przy Operze. Powiadam tobie, cud, nie miasto! No, a jak zobaczysz Elizejskie Pola, a potem między Sekwaną a Rivoli…Eh! ja tobie mówię, cud, nie miasto…
Wokulski miał okazję dokładnie przyjrzeć się Operze, gdyż mieszkał zaraz obok w Grand Hôtel:
Na parterze – szereg arkad i posągów, na pierwszym piętrze olbrzymie kolumny kamienne i nieco mniejsze marmurowe, ze złoconymi kapitelami. Na wysokości dachu w kątach orły i złocone posągi, unoszące się nad złotymi figurami rozhukanych koni. Dach bliżej płaski, dalej kopuła zakończona koroną, a jeszcze dalej dach – dach trójkątny, również dźwigający na szczycie grupę figur. Wszędzie marmur, brąz, złoto, wszędzie kolumny, posągi i medaliony… – Opera?… myśli Wokulski. – Ależ tu jest więcej marmurów i brązów niźli w całej Warszawie…
Wokulski obserwował w Paryżu kamienicom, sklepom, z których najgorszy i najbrzydszy wyglądał lepiej niż najpiękniejszy w Warszawie. Oglądał budynki, każdy z nich miał wielkie balkony wzdłuż całego piętra, wysokie, obładowane kominami. Domy z kamienia mają ściany z płaskorzeźb lub są w formie posągów. Na ulicach mnóstwo drzew i latarni, kiosków i kolumn zakończonych kulami. Paryż jest miastem tętniącym życiem, ruchliwym. Wokół bohatera:
Wciąż „wre i kipi, i szumi, i pryska”; nie widać końca tłumów ani powozów, ani drzew, ani olśniewających wystaw, ani nawet samej ulicy. Wokulski stopniowo zapada w odurzenie. Przestaje słyszeć hałaśliwą rozmowę przechodniów, potem głuchnie na krzyki handlarzy ulicznych, wreszcie na turkot kół.
Prus opisał Paryż tak jak większość współczesnych przewodników, które piszą o uderzającym chaosie, hałasie, przytłoczeniu, jakie nam towarzyszą w pierwszych chwilach pobytu w tym mieście. Jednak odczucia te szybko mijają i po pewnym czasie wtapiamy się w Paryż, nie zwracając uwagi na szum i gwar. Tak jak Wokulski:
Po jednogodzinnym pobycie na ulicy stał się zwyczajną kroplą paryskiego oceanu
Bohater Prusa poświęcał dużo czasu na zwiedzanie miasta. Wybierał z Przewodnika jakieś miejsce i nie śledząc planu, jechał tam powozem. Wieczorami wykreślał obejrzane już miejsca i robił notatki. Czasami podczas wycieczek towarzyszył mu Jumart i prowadził go w miejsca, o których przewodniki nie wspominają. Towarzystwo Jumarta przyczyniło się do poznania prawdziwego oblicza miasta – sklepów kupieckich, warsztatów fabrycznych, kwater studenckich, kawiarni i restauracji czwartego rzędu. W czasie tych wędrówek bohater zdobywał wieże Notre-Dame, Panteonu, St. Jacques, wjeżdżał windą na Trocadéro, schodził do paryskich ścieków i do katakumb wyłożonych trupimi głowami. Zobaczył wystawę powszechną, Louvre, Cluny, Lasek Buloński, cmentarze, kawiarnie, fontanny, szkoły, szpitale, Sorbonę, konserwatorium muzyczne, wnętrza świątyń i wszystko, co należałoby zobaczyć w Paryżu. Wszystkie te widoki tworzyły taki sam chaos, jaki panował w jego duszy. Zwiedzał, aby zagłuszyć wspomnienia, aby zapomnieć o Izabeli. Po pewnym czasie Wokulski zaczął się zastawiać nad porządkiem zabudowy Paryża. Paryż widziany z Trocadéro oraz z Panteonu był morzem domów, przeciętym tysiącem ulic, nierówne dachy tworzyły fale, kominy były odpryskami a kominy i wieże większymi falami. Wokulski dziwił się porządkowi, jaki panuje w zabudowie miasta:
Tylko jeden człowiek, i w dodatku genialny człowiek, może wytworzyć jakiś styl, jakiś plan – myślał. – Ale żeby miliony ludzi pracujących przez kilka wieków, i niewiedzących o sobie, i niemyślących jeden o drugim, wytworzyła jakąś logiczną całość, jest to wprost niepodobne
Wokulski dostrzegł, że Paryż podobny jest do wielkiego półmiska o dziewięciu wiorstach szerokości i o jedenastu długości ze wschodu na zachód. W części południowej półmisek jest pęknięty i przedzielony Sekwaną, łukiem biegnącym z południowego wschodu przez środek miasta i skręca w część południowo-zachodnią. Jednak, jeżeli chodzi o zabudowę, to bohater uważa, że panuje kompletny bark ładu i chaos:
…Notre-Dame w jednej stronie, Trocadéro w innej stronie, a Louvre, a giełda, a Sorbona!…Chaos, i tyle…
Gdy Stanisław dokładniej rozejrzał się po planie miasta, dostrzegł jednak pewną logikę, której nie dostrzegają nawet rodowici Paryżanie. Bohater zauważył coś, co można by nazwać kręgosłupem. Od Lasku Vincennes do Lasku Bulońskiego, prowadzi oś krystalizacji miasta, która przypomina ogromną gąsienicę.
Ogon opiera się o plac Bastylii, głowa o Łuk Gwiazdy, korpus prawie przylega do Sekwany. Szyję stanowią Pola Elizejskie, gorset Tuileries i Louvre, ogonem jest ratusz, Notre-Dame i nareszcie Kolumna Lipcowa na placu Bastylii.
Gąsienica ma wiele nóżek, które opierają się o różne obiekty. Patrząc od głowy, pierwsza para opiera się na lewo o Pola Marsowe, pałac Trocadéro, i wystawę, a na prawo o cmentarz Montmartre. Druga para nóżek jest krótsza i z lewej strony dotyka Szkoły Wojskowej, Hotelu des Inwalidek oraz Izby Deputowanych, natomiast z prawej strony – kościoła Magdaleny oraz Opery. Następna para z lewej strony opiera się na o Szkołę Sztuk Pięknych, Pięknych na prawo o Palais Royal, bank i giełdę, kolejna para: Institute de France i mennice z lewej strony, Hale centralne z prawej. Obserwacje Wokulskiego potwierdziły to, o czym piszą przewodniki –
…w Paryżu istnieją całe dziedziny prac ludzkich i jakiś porządek w ich układzie. Pomiędzy Placem Bastylii a Placem Rzeczpospolitej skupia się przemysł i rzemiosła; naprzeciw nich, po drugiej stronie Sekwany, leży „dzielnica łacińska”, gniazdo uczących się i uczonych. Między Operą, placem Rzeczpospolitej i Sekwaną gromadzi się handel wywozowy i finanse; między Notre-Dame, Instytutem Francuskim i cmentarzem Montparnasse gnieżdżą się szczątki arystokracji rodowej. Od Opery do Łuku Gwiazdy ciągnie się dzielnica bogatych dorobkiewiczów, a naprzeciw nich, po lewej stronie Sekwany, obok Hotelu Inwalidów i Szkoły Wojskowej jest siedziba militaryzmu i światowych wystaw.
Fragmenty zaczerpnięte z: B. Prus, Lalka, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 1999











