Sagrada Familia to niewątpliwie najbardziej znane dzieło architektury w Barcelonie i jedno z najbardziej znanych na świecie.
Eduardo Mendoza, to jeden z najpopularniejszych hiszpańskich (a dokładnie katalońskich) współczesnych pisarzy, który w swoich książkach wiele miejsce poświęca opisom stolicy Katalonii. Ostatnio wspominałam “Lekką komedię”. Kolejną jego książką, która bardzo realistycznie ukazuje Barcelonę, jest “Miasto cudów”. W powieści autor przedstawia historię miasta na przełomie XIX i XX wieku, opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce w ówczesnych czasach, portretuje mieszkańców miasta, ukazując ich zarówno dobre jak i złe strony. Tytuł powieści jest bardzo wymowny, a sama treść stanowi kronikę miasta. Opisując ludzi, Mendoza przybliża nam również postać twórcy Sagrady Familii podczas pracy nad dziełem jego życia:
Z biegiem lat zgorzkniał i zdziwaczał; mieszkał teraz sam w krypcie kościoła Sagrada Familia zamienionej na prowizoryczną pracownię, w otoczeniu kolosalnych rzeźb, kamiennych kwiatonów i innych ornamentów, które nie mogły zostać umieszczone na właściwym miejscu z powodu braku środków. Tam spał, nie zdejmując nawet ubrania, które później wyglądało jak wyciągnięte psu z gardła, i oddychał tamtejszym powietrzem, gęstym od cementu i gipsu. Rano uprawiał szwedzką gimnastykę, później uczestniczył we mszy świętej i przyjmował komunię, na śniadanie jadł garść laskowych orzechów, pęczek lucerny lub parę jagód, a następnie oddawał się swemu anachronicznemu, nieprawdopodobnemu dziełu. Kiedy tylko spostrzegał, że zbliża się jakiś pojedynczy turysta czy grupa ciekawskich, zeskakiwał z rusztowania z niewiarygodną w jego wieku zręcznością i wybiegał na spotkanie, wyciągając rękę z kapeluszem: prosił o jałmużnę jak żebrak, żeby móc kontynuować budowę choćby przez kilka kolejnych dni. (Mendoza E., Miasto cudów, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010)
Opis ten nie tylko przedstawia nam fragmenty z życia z wybitnego architekta, ale także ukazuje proces powstawania świątyni, która do dnia dzisiejszego nie została ukończona. Dodam, że przedstawiony tu opis pracy Gaudiego, niczym nie odbiega o tego, co podają jego liczne biografie. Życiorys Gaudiego jest niezwykle barwny i nieszablonowy. Nie ulega wątpliwości, że był on artystą obdarzonym nadzwyczajnym talentem, ale był też dziwakiem, któremu biografowie przypisują niestworzone historie, żeby tylko prześcignąć się w sprzedaży swoich publikacji. Wiele faktów z życia artysty nie ma potwierdzenia, ale zważywszy na jego niekonwencjonalną osobowość, nietrudno przyjąć je za możliwe.
Inną powieścią, która opisuje Barcelonę w początkach XX wieku, jej tajemnice, powikłania, mroczne sekrety jest „Tajemnica Gudiego”, którą napisali Esteban Martin oraz Andreu Carranza. Postać architekta zapewne zainspirowała twórców do napisania książki i znajdziemy w niej wiele udokumentowanych wątków z życia artysty, jednak fakty mieszają się tam z fikcją literacką i nie należy traktować powieści jako książki biograficznej ani historycznej. Wiele wydarzeń zostało wymyślonych bądź przekłamanych na potrzeby fabuły, ale odnajdziemy w niej również wiele ciekawych opisów i interpretacji architektury Gaudiego. M.in. dotyczące Sagrady Familii :
Miguel zafascynowany przyglądał się tajemniczym liniom, niematerialnemu światłu, w którym unosiły się kolorowe refleksy witraży. Wszystko było eteryczne. Podziwiał tę budowlę jako matematyk. (…) Świątynia była żywą istotą, przypominała roślinę. (…) Gaudi posiadał sekret matematyki życia, porządek fraktali – ten sam model powtarzany w nieskończoność, dyskredytując pozornie prawa fizyki; kwestionując odkrycia Newtona, Euklidesa i Pitagorasa. (Martin E., Carranza A., Tajemnica Gaudiego)
Powyższy fragment wskazuje typową dla Gaudiego cechę – zamiłowanie do natury. Powszechnie wiadomo, że architekt inspirował się wszystkim tym, co stworzyła przyroda i jej dzieła odtwarzał w swoich projektach. Unikał linii prostych, kątów, wszystkiego, co można zmierzyć, wymierzyć czy obliczyć za pomocą prostej matematyki.
Nie można pominąć faktu, że budowa świątyni oprócz tego, że wzbudzała powszechny zachwyt, budziła też wiele kontrowersji. Miała ona wielu krytyków również wśród literatów, do których należał m.in. George Orwell. W swojej książce pt. „W hołdzie Katalonii” Brytyjczyk spisał wspomnienia z lat Hiszpańskiej Wojny Domowej, w której brał udział. Zawarł tam również niezbyt pochlebny opis kościoła :
Pierwszy raz, od kiedy byłem w Barcelonie, poszedłem rzucić okiem na katedrę (Sagrada Familia)- jeden z najohydniejszych budynków na świecie. W odróżnieniu od większości kościołów w Barcelonie nie została uszkodzona w czasie rewolucji. Mówiono, że oszczędzono ją z powodu „wartości artystycznej”. Moim zdaniem to anarchiści wykazali się złym gustem, nie wysadzając jej w powietrze, gdy mieli taką możliwość. (Orwell G., W hołdzie Katalonii)










